wspaniała wymiankowa organizatorka - Bożenka KLIK,
hojna ofiarodawczyni - Jola KLIK,
roztrzepana blogerka - w tej roli Ja i
miłosierna instytucja - Poczta Polska.
Bożenka organizowała wymiankę manekinową. Zorganizowała z dbałością o szczegóły i dopieszczaniem uczestniczek. Wszyscy byli doinformowani, dopytani i doprzypominani. W tej wymiance nie było par. Ja robiłam prezent dla Marzycielki, ale o tym za chwilkę. Dla mnie prezent robiła Jola.
No właśnie Jola z dużym wyprzedzeniem wysłała paczkę, a tu nic. Dawno już wszyscy dostali prezenty, a ja nie. Bożenka przesłała mi numer nadania, ale niewiele to pomogło. Minęły 2 tygodnie od wysyłki i nadal nic. W końcu Jola przesłała mi scan numeru nadania. I co ja tam czytam? Zamiast mieszkania 39 napisane 309!
Uczciwie się przyznaję, że powstało mi w umyśle podejrzenie mgliste, że Jola się pomyliła wypełniając druk. Ale nie chcąc na nikogo rzucać podejrzeń sprawdziłam co ja napisałam do Bożenki. I jak myślicie CO JA NAPISAŁAM? Hmmm no właśnie napisałam ni mniej ni więcej a mieszkania 309 - oślica jedna!
Na moje usprawiedliwienie powiem że się wtedy ciutkę spieszyłam, że mam w domu marną klawiaturę, że 0 jest koło 9 i mogło mi się kliknąć przez pomyłkę dwa naraz. Ale że nie popatrzyłam CO piszę? To już na to nie ma usprawiedliwienia. Na dodatek nie wspomnę, że w moim bloku mieszkań jest zaledwie 40.
Uwiadomiłam o tym wyczynie Jolę, która już się szykowała do dublowania prezentu, bardzo Ją przeprosiłam i nastawiłam się na to, że mogę o paczcezapomnieć :( A widziałam, że prezent ładny był! Ale cóż za roztrzepanie musi kara być - złożyłam sobie sama w duchu gratulacje, przy czym nawtykałam sobie co niemiara i oplułam dokładnie brodę.
Wydrukowałam scan nadania i już miałam dziś pójść na pocztę, kajać się w prochu i popiele, przekonywać, że ja to ja i przekupywać urzędniczki pocztowe. Przy czym znając życzliwość tychże, nastawiałam się z góry na porażkę. Jakież było moje zaskoczenie, opadnięta szczena i błędne oko niedowierzania gdy wpadłam dziś do domu i zobaczyłam na stole nie mniej nie więcej a paczuszkę od Joli :o
Sama przyszła. I co Wy na to? Uwierzy kto w coś takiego? Wytropili mnie pod tym 39. No i teraz muszę odszczekać wszystkie publicznie rzucane onegdaj kalumnie na tą jakże litościwą instytucję, zakupić wielką paczkę MERCI i polecieć na pocztę wręczyć moim opatrznościowym opiekunom.
HAU! HAU! HAUUUUUUU!
A oto przedmiot moich westchnień, paczka od Joli:
Są to:
Obrazek z pięknie haftowanym i oprawionym koroneczką manekinem
Notesik z manekinem, a w środku była też piękna zakładka i miły liścik.
Koronkowe przydasie cudnie zapakowane:
Słodycze .... od razu dałam dzieciom niech nie kuszą.
A to już zastosowanie prezentu w praktyce:
I moja kolekcja notesików :)
No dobra, teraz co ja przygotowałam dla Marzycielki:
Zdjęcie z blogu Marzycielki - jak widać. Ja robiłam po ciemku i wyszło mi beznadziejnie. Mam nadzieję, że się autorka nie pogniewa.
Więcej zdjęć TU
BARDZO WIELKIE DZIĘKI JOLI, BOŻENCE I MARZYCIELCE ZA SUPER UDANĄ WYMIANKĘ.
Dobra! Dziś była dobra wiadomość, ale w piątek była WIELKA PRZYJEMNOŚĆ. Spotkałam się z Kaprysią z blogu Kapryśnik KLIK. Było miło, było gadulsko, było klimatowo. Spotkania z Kaprysią pozostawiają po sobie fale przyjemnych wspomnień. I choć są rzadkie, to jednak zawsze super pozytywne. Zresztą nie tylko wspomnienia stały się moim udziałem po spotkaniu. Oto co dostałam:
Coś dla ciała - pięknie pachnące kosmetyki:
Coś dla dobrego nastroju - cudna broszka
Coś dla ducha - miniaturowa książeczka z aforyzmami o przyjaźni:
Coś dla rąk: cudne, gliniane koraliki produkcji Kaprysi do moich lnianych kompozycji.
Więcej glinianych wspaniałości możecie obejrzeć na jej blogu.
Jedynym negatywnym przeżyciem było to że okrutnica pokazała mi świetny sklep z wyposażeniem domu, gdzie niemal wszystko bym kupiła. I teraz chodzę i wzdycham.





