Witam Cię na moim blogu

Moi "domownicy"

Ten blog jest moją krainą, gdzie w ogóle nie ma "MUSZĘ". Tu wszechobecne jest "CHCĘ".

Dotyczy to również moich gości. Zapraszam Cię serdecznie do tej krainy. Zajrzyj, rozgość się, a jeśli Ci się spodoba - zostań na dłużej. Czas wizyty jest nielimitowany. Możesz zostać "na zawsze".

Piszę ten blog, bo chcę poznać Twoje zdanie na temat mojego świata. Jeśli zechcesz, zostaw mi proszę kawałek siebie - słowa swojego komentarza, lub napisz do mnie ...:

dysiak.b@gmail.com

poniedziałek, 28 maja 2012

Podsumowanie wymianki manekinowej czyli historia pocztowa i urocze popołudnie z Kaprysią.

To nie będzie historia jakich wiele. Właściwie to historia niezwykła. W rolach głównych:
wspaniała wymiankowa organizatorka - Bożenka KLIK,
hojna ofiarodawczyni - Jola KLIK,
roztrzepana blogerka - w tej roli Ja i
miłosierna instytucja - Poczta Polska.

Bożenka organizowała wymiankę manekinową. Zorganizowała z dbałością o szczegóły i dopieszczaniem uczestniczek. Wszyscy byli doinformowani, dopytani i doprzypominani. W tej wymiance nie było par. Ja robiłam prezent dla Marzycielki, ale o tym za chwilkę. Dla mnie prezent robiła Jola.

No właśnie Jola z dużym wyprzedzeniem wysłała paczkę, a tu nic. Dawno już wszyscy dostali prezenty, a ja nie. Bożenka przesłała mi numer nadania, ale niewiele to pomogło. Minęły 2 tygodnie od wysyłki i nadal nic. W końcu Jola przesłała mi scan numeru nadania. I co ja tam czytam? Zamiast mieszkania 39 napisane 309!

Uczciwie się przyznaję, że powstało mi w umyśle podejrzenie mgliste, że Jola się pomyliła wypełniając druk. Ale nie chcąc na nikogo rzucać podejrzeń sprawdziłam co ja napisałam do Bożenki. I jak myślicie CO JA NAPISAŁAM? Hmmm no właśnie napisałam ni mniej ni więcej a mieszkania 309 - oślica jedna!

Na moje usprawiedliwienie powiem że się wtedy ciutkę spieszyłam, że mam w domu marną klawiaturę, że 0 jest koło 9 i mogło mi się kliknąć przez pomyłkę dwa naraz. Ale że nie popatrzyłam CO piszę? To już na to nie ma usprawiedliwienia. Na dodatek nie wspomnę, że w moim bloku mieszkań jest zaledwie 40.

Uwiadomiłam o tym wyczynie Jolę, która już się szykowała do dublowania prezentu, bardzo Ją przeprosiłam i nastawiłam się na to, że mogę o paczcezapomnieć :( A widziałam, że prezent ładny był! Ale cóż za roztrzepanie musi kara być - złożyłam sobie sama w duchu gratulacje, przy czym nawtykałam sobie co niemiara i oplułam dokładnie brodę.

Wydrukowałam scan nadania i już miałam dziś pójść na pocztę, kajać się w prochu i popiele, przekonywać, że ja to ja i przekupywać urzędniczki pocztowe. Przy czym znając życzliwość tychże, nastawiałam się z góry na porażkę. Jakież było moje zaskoczenie, opadnięta szczena i błędne oko niedowierzania gdy wpadłam dziś do domu i zobaczyłam na stole nie mniej nie więcej a paczuszkę od Joli :o

Sama przyszła. I co Wy na to? Uwierzy kto w coś takiego? Wytropili mnie pod tym 39. No i teraz muszę odszczekać wszystkie publicznie rzucane onegdaj kalumnie na tą jakże litościwą instytucję, zakupić wielką paczkę MERCI i polecieć na pocztę wręczyć moim opatrznościowym opiekunom.

 HAU! HAU! HAUUUUUUU!

A oto przedmiot moich westchnień, paczka od Joli:

 Są to:

Obrazek z pięknie haftowanym i oprawionym koroneczką manekinem
 Notesik z manekinem, a w środku była też piękna zakładka i miły liścik.
 
 Koronkowe przydasie cudnie zapakowane:
 Słodycze .... od razu dałam dzieciom niech nie kuszą.
 

A to już zastosowanie prezentu w praktyce:
 I moja kolekcja notesików :)


No dobra, teraz co ja przygotowałam dla Marzycielki:
 
Zdjęcie z blogu Marzycielki - jak widać. Ja robiłam po ciemku i wyszło mi beznadziejnie. Mam nadzieję, że się autorka nie pogniewa. 
Więcej zdjęć TU

BARDZO WIELKIE DZIĘKI JOLI, BOŻENCE I MARZYCIELCE ZA SUPER UDANĄ WYMIANKĘ.


Dobra! Dziś była dobra wiadomość, ale w piątek była WIELKA PRZYJEMNOŚĆ. Spotkałam się z Kaprysią z blogu Kapryśnik KLIK. Było miło, było gadulsko, było klimatowo. Spotkania z Kaprysią pozostawiają po sobie fale przyjemnych wspomnień. I choć są rzadkie, to jednak zawsze super pozytywne. Zresztą nie tylko wspomnienia stały się moim udziałem po spotkaniu. Oto co dostałam:


Coś dla ciała - pięknie pachnące kosmetyki:
 Coś dla dobrego nastroju - cudna broszka
 Coś dla ducha - miniaturowa książeczka z aforyzmami o przyjaźni:
 Coś dla rąk: cudne, gliniane koraliki produkcji Kaprysi do moich lnianych kompozycji.
Więcej glinianych wspaniałości możecie obejrzeć na jej blogu.
Jedynym negatywnym przeżyciem było to że okrutnica pokazała mi świetny sklep z wyposażeniem domu, gdzie niemal wszystko bym kupiła. I teraz chodzę i wzdycham.

czwartek, 24 maja 2012

Bardzo kobiecy post czyli wygrane candy, camea i prezent dla Qrki

Witajcie kochani.

Jestem zdechła, głowa mnie boli i od wczoraj ciśnienie mnie ciśnie. Nie wiem co to jest, bo na pewno nie moja zwykła migrena. Głowa w porównaniu z migreną boli mnie słabiutko. Ale za to, że się tak wyrażę dodatkowe wrażenia są spotęgowane, czyli uczucie zdychania oraz tego ze wampir wysysa z Ciebie całą krew wraz z witalnością, oraz mało przyjemne skurcze żołądka . Czuję się jak szmaciana laleczka z której ktoś usuną wsad poduszkowy i tak mniej więcej wyglądam.

Jest jednak również zabawna strona tego mojego stanu. Mianowicie wczoraj całą drogę z pracy do domu przejechałam śpiąc z buzią otwartą na tzw. popielnicę. Co się obudziłam i ja zamknęłam, to mi się znowu sama otworzyła. Stąd wnioskuję że były zmiany ciśnienia. Oczywiście ubaw mieli współpasażerowie - ja nie bałdzo.

 Dziś poszłam do lekarza. Pani wysłuchała mnie uprzejmie, podrapała się w głowę, spytała czy działa na mnie Solpadeina, pokiwała głową i ... dała mi zwolnienie lekarskie na 1 dzień, oraz oświadczyła że jestem wrażliwa na zmiany pogody. To że ja jestem wrażliwa to ja wiem, ale artystycznie. Zmiany pogody zdarzają się zbyt często bym w ten sposób na nie reagowała. Jak w takim razie dociągnę pracując do 67 lat, budując świetlaną przyszłość kraju i nie będąc na czyimś garnuszku (w szczególności ZUS)?!
Zatem dalej wiem, że nic nie wiem - nawet tego jakie mam to ciśnienie, bo mi Pani doktor nie zmierzyła.

Ale dość narzekania!!!! Same przyjemności.

Przedstawiam Wam Damę.


Dama ta jest efektem tego, że wygrałam II miejsce w candy  Decopuage Garden klik HURRRRAAAAAAAA. Nagrodą był bon na zakupy za 50 zł.


 To prezent cudnie zapakowany z dbałością o szczegóły.
A tu jego zawartość:
papiery do decu CUUUUUDNE !!!! i nie marszczą się jak zwykłe serwetki.
 lakier super błyszczący w żelu,
i preparat opóźniający schnięcie farby do cieniowania.
Cieniowanie to dla mnie śpiew przyszłości, ale lakier - moje marzenie do robienia medalionów?!.
Wzięłam się zatem za pannę, która dawno czekała na wykończenie i potraktowałam ją dwuskładnikowym medium do spękań kupionym dawniej u Ani.
 
Oraz poporiną i rzeczonym lakierem.
Niezbyt się przyłożyłam bo to miał być eksperyment, ale wiem już że:
1.Nie należy kłaść zbyt grubych warstw. Schną straszliwie długo i robią się bąble powietrza (o czym zresztą Ania pisze w sklepie w opisie produktu). 
2. Nie należy nakładać go na pędzel, tylko po prostu wylać trochę na powierzchnię pracy i rozprowadzić bardzo miękkim pędzlem, bardzo dokładnie, by nie było tzw. "niedolanych miejsc" - również na brzegach pracy. 
3.Można walczyć z pęcherzykami zanim produkt dobrze nie zaschnie przekłuwając je szpilką.
4. Lakier trochę zmienia kolor i efekt połysku poporiny, więc jeśli stosować go na spękania, to najlepiej zalakierować najpierw jedną warstwą normalnego lakieru.

Wnioski: Medaliony nadchodzę!!!!

Papier od Ani też jest w robocie, ale do dopiero początek. Tyle że widać różnicę papieru do serwetki - brak zmarszczek, a to dopiero 4 warstwa lakieru :) 



A'propos medalionów czy lubicie camee? Bo ja bardzo. Dwie sobie raz zakupiłam i leżały długo. Az ostatno wpadł w moje łapy naszyjnik wątpliwej urody zrobiony z tzw. taśmy biżuteryjnej, tyle że zamiast dżetów były plastikowe cosie. Ja plastiku nie lubię, a w biżuterii nie toleruję, ale białe cosie miały taką bardziej antyczną oprawę. Jako naszyjnik A FE!, jako oprawa kamei ? Hmmm. Obszyłam ją i oto efekt:


Nie miałam dobrego zapięcia i grubego filcu więc nie do końca jestem zadowolona z rewersu pracy, ale kupiłam już nowe zapinki i zamówiłam kamee i martwię się że tego naszyjnika tak mało już mam :(

A na koniec prezent, który poleciał do Qry za jej prześliczną chustę i złota Pannę. Qra chciała naszyjnik do bransoletki, którą kiedyś, dawno temu ode mnie dostała. Może ją pamiętacie? "Niebo nocą"


Do bransoletki powstały więc:
 
Kolczyki

 i naszyjnik:
Jest drugą moja pracą w 100% srebrną. Łańcuszek, zapięcie i przede wszystkim szpilki - wszystko jest ze srebra. 
Tak wygląda "w zwisie":
 Do tego woreczek zapachowy z lubionym motywem Qry - koroną.
Tym razem zapach waniliowy.
Całość już doszła do adresatki, więc mogę pokazać.
Pozdrawiam wszystkich tuzaglądaczy i nowych obserwatorów oraz Ninkę :)

czwartek, 17 maja 2012

Wymianka niezapominajka, co dostałam od Monique i gdzie szukać fajnych serwetek do decu?

Wymiankę niezapominajkę zorganizowała Luna klik. Tym razem jako para trafiła mi się sama organizatorka. Zażyczyła sobie biżuterię z lnu. Z niebieskim?! Cienko! Nie widziałam tego oczami wyobraźni. Ale cóż zajrzałam do moich przydasi podrapałam się po głowie i wyszło cóś takiego.

 Naszyjnik z howlitu i lnu.

 

Do tego bransoletka. Kamienie ukryte w lnianej plecionce.

Świeczka w filiżance wzór Indish blau.
 A to już nie mój wytwór, tylko zakup. Serwetka szydełkowa idealnie pasująca do tematyki.

 Przydasie biżuteryjne, bo Luna w mojej głowie jest przede wszystkim twórczynią biżuterii, co jak sami zobaczycie okazało się zwykłym stereotypem.
A to zdjęcie zbiorowe:
 


Co dostałam od Luny?
Przepiękna szkatułka decoupage, vintage retro, czyli całkowicie moje klimaty:
Czyli Luna robi decu.
Szydełkową broszkę niezapominajkową. W odróżnieniu ode mnie Luna zrobiła ją sama.
 Czyli Luna umie szydełkować.
Przydasie które przydadzą się na pewno.
 Słodkości.
Tym jednym prezentem Luna obleciała dwie techniki, choć najlepiej jest znana jako twórczyni przepięknej i nagradzanej biżuterii soutache.  Tym samym pokazała jak jest wszechstronna. Szacun Luna.
Baaaardzo Ci dziękuję za super miła wymiankę jestem naprawdę zadowolona.

A to już moja prywatna wymianka.
Monique klik zapragnęła haftowanej taśmy lnianej, z której zrobiłam woreczki zapachowe. 
To ta szeroka szara haftowana.
Przy okazji chwalę się porządkiem, jaki z niemałym trudem udało mi się zaprowadzić w koronkach i taśmach krawieckich. Poświeciłam na niego cały jeden wieczór. Teraz porządkuję malowniczy kłąb resztek mulin :(   (nie wiem kiedy skończę). A już przydasie biżuteryjne szczerzą zęby. Tak to jest jak się człowiek zapuści :(

Wracając do tematu to w zamian za kilka metrów taśmy dostałam:
Super fajne magnesy na lodówkę
 

 

 




 I wspaniałe przydasie:

Z tej wymianki też jestem bardzo zadowolona. W końcu będzie czym przypinać plany lekcji do lodówki. Monique uporządkowała mi po prostu chaos informacyjny na lodówce. A i wygląda czarująco. Wielkie dzięki kochana. Wielki całus za Twoje dobre serducho.



A'propos serwetek. Czy ktoś może poszukuje takich serwetek firmy Venice?
 Są przesłodkie i dostępne u Agnieszki Kaprys o tu.

Ja się szarpnęłam na wszytskie 18 wzorów. Nie są tanie ale popatrzcie na te słodkie buźki. Właśnie z takiej powstała jedna  moich poduś o ta:

 Ale to nie wszystko. Agnieszka ma jeszcze inne i również przepiękne wzory:
 dla maniaków toile de jouy:

 wielbicieli klimatów z duszą:
 i miejskiego szyku.
 No oczywiście powstrzymać się będąc u Agnieszki nie byłam w stanie absolutnie. Zegarek z porcelany wylądował w moim domku :)

To już koniec na dziś. Przepraszam Was bardzo ostatnio wrzucam posty jak maszyna, ale naprawdę dużo się dzieje. A i to jeszcze nie koniec, bo czeka mnie relacja z wymianki manekinowej. Całuje wieczornie i do przeczytania.